„Czy ja potrzebuję terapii, czy coachingu?”
To jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszę od kobiet pracujących w branży tech, IT, digitalu czy w rolach liderskich.
I bardzo często odpowiedź brzmi:
to zależy nie od Ciebie, tylko od momentu, w którym jesteś.
Bo potrzeby kobiety, która jest „zmęczona, ale działa”,
są inne niż potrzeby tej, która działa już wyłącznie siłą rozpędu.
Kiedy sam coaching to za mało
Jeśli jesteś w stanie:
-
przewlekłego przeciążenia,
-
napięcia, które nie schodzi nawet po urlopie,
-
somatycznych sygnałów (bezsenność, bóle, rozdrażnienie),
-
pustki albo dezorientacji mimo „dobrego życia”,
to praca wyłącznie na celach, planach i decyzjach
może paradoksalnie pogłębiać zmęczenie.
Bo zanim zapytasz „co dalej?”,
układ nerwowy często potrzebuje wrócić do stanu,
w którym w ogóle da się spokojnie decydować.
Kiedy sama terapia to za mało
Z drugiej strony wiele kobiet mówi po jakimś czasie:
„Rozumiem już siebie.
Widzę schematy.
I… nie wiem, co z tym zrobić w praktyce.”
Tu pojawia się inny rodzaj utknięcia:
-
dużo wglądu,
-
mało realnej zmiany w codziennym życiu,
-
brak przełożenia na decyzje zawodowe, relacje, granice.
Wtedy potrzebna jest struktura, kierunek i działanie —
ale oparte na realnym stanie psychofizycznym, a nie presji.
Dlaczego podejście łączone ma sens
Połączenie pracy psychologicznej i coachingowej pozwala:
-
uregulować napięcie, zamiast je „przykrywać celami”,
-
uporządkować emocje, bez rozkręcania ich w nieskończoność,
-
przekładać wglądy na konkretne decyzje — w pracy, relacjach, życiu osobistym.
Bez infantylizowania.
Bez motywacyjnych haseł.
Bez obiecywania „nowej wersji siebie”.
Krótki przykład z praktyki
Jedna z moich klientek przyszła z tematem zmiany zawodowej.
Była menedżerką, bardzo sprawczą, „ogarniętą”, z jasnym planem.
Dopiero w trakcie pracy okazało się, że:
-
nakładają się u niej wcześniejsze kryzysy,
-
organizm funkcjonuje w stanie przeciążenia,
-
decyzje zawodowe są próbą ucieczki od wyczerpania.
Zatrzymałyśmy proces zmiany pracy.
Najpierw zadbałyśmy o jej stan psychiczny i bezpieczeństwo.
Dopiero później wróciłyśmy do pytań o kierunek zawodowy —
tym razem z dużo większą klarownością i spokojem.
To nie było cofanie się.
To było odzyskiwanie punktu, z którego decyzje mają sens.
Dla kogo to podejście jest szczególnie pomocne?
Dla kobiet, które:
-
dużo już wiedzą o sobie,
-
są odpowiedzialne, samodzielne i refleksyjne,
-
ale utknęły w przeciążeniu, chaosie decyzyjnym albo emocjonalnym „zawieszeniu”.
Jeśli czujesz, że nie potrzebujesz kolejnej teorii ani szybkiej recepty,
tylko mądrego zatrzymania i przełożenia tego na realne życie,
pierwszym krokiem jest rozmowa.
